piątek, 16 maja 2014

Zmiany!

Hej! Nie będę pisała już na tym blogu! Dlaczego? Bo będę pisała na innym linku. Oto on
http://rauramyfictionstory.blogspot.com/

środa, 14 maja 2014

Rozdział III

    Leniwie przeciągnęłam się i powoli podniosłam z łóżka. Na stopy wsunęłam różowe kapcie i ociężale wyszłam z mojego królestwa. Powoli zeszłam po schodach i znalazłam się w kuchni. Smętnie usiadłam na krzesełku. Chyba powinnam sobie zrobić śniadanie, wstałam z krzesełka i otworzyłam lodówkę.  Białe światło poraziło moje oczy, a lodówce stał tylko brzoskwiniowy jogurt. Sięgnęłam po niego i łapczywie wyciągnęłam z lodówki. Z szafki wyciągnęłam łyżeczkę, otworzyłam jogurt, oparłam się o ścianę i zaczęłam jeść. Gdy opakowanie było puste, wrzuciłam je do kosza i powolnym krokiem wróciłam do swojego królestwa.
     Podeszłam do szafy i wygrzebałam z niej żółtą bluzkę, jeansy i czarne trampki. Z całym tym ekwipunkiem udałam się do łazienki. Zrzuciłam z siebie różowe piżamy i wlazłam pod prysznic. Dokładnie się umyłam i wyszłam z kabiny. Otuliłam się ręcznikiem i wytarłam. Nałożyłam bieliznę, potem ubrania i buty. Włosy rozczesałam i związałam w wysokiego kucyka, zrobiłam lekki makijaż i gotowa wyszłam z łazienki.
- Ally znoś bagaże. - usłyszałam wołanie mamy. Otworzyłam drzwi i złapałam dwie pierwsze walizki. Zatargałam je na dół, a potem wszystkie moje bagaże po kolei pakowałam do wielkiej ciężarówki.
- One już wylecą i będą czekały w naszym domu. My za dwie godziny wylatujemy. Zrób zakupy na lot, bo będziemy lecieć z sześć godzin. - powiedziała Mary i zamknęła frontowe drzwi. Uśmiechnęłam się i wróciłam do mojego pokoju. Z półki zabrałam portfel i sprawdziłam, czy są w nim jakieś pieniądze. W środku było około sześćdziesięciu dolarów.  Wyciągnęłam małą torebeczkę i spakowałam do niej telefon, portfel i inne pierdoły. Wyszłam z pokoju, zbiegłam po schodach i wyszłam z domu. Ruszyłam w stronę spożywczego. Po piętnastu minutach wybierałam już produkty, które mam zamiar zjeść, w większości były to słodkości. Zapłaciłam 52 dolary i wyszłam ze małego spożywczaka.
     Cała obładowana udałam się do domu. Drzwi do mojego pokoju otworzyłam kopniakiem, a siatki z zakupami położyłam na ziemi. W kącie zauważyłam pusta torbę podręczną. Wpakowałam do niej, wszystko czego chcę używać w samolocie. Gdy czerwono - czarna torba była pełna, przerzuciłam ją przez ramię i wyszłam z pokoju. Szybko zbiegłam po schodach i znalazłam się na korytarzu. Torbę postawiłam w kącie i weszłam do salonu. Klapnęłam na kanapę, obok babci wpatrującej się w kolorowy ekran. Leciała jakaś durna telenowela, które Alice uwielbia oglądać.
- Babciu, o co chodzi w tym durnym filmie? Powiedz, że to nie jest moda na sukces. - powiedziałam błagalnym tonem, wbijając wzrok w biały sufi, a potem z ukosa spoglądając na babcię. Uśmiechnęła się promiennie po czym odezwała się.
- To jest Moda na sukces. Pewnie wiesz o co chodzi.
Zamknęłam oczy,a by nie widzieć tego beznadziejnego serialu. Chyba był maraton, bo co chwila słyszałam czołówkę. Postanowiłam, że dam babci oglądać to w spokoju. Wstałam z kanapy i wślizgnęłam się do kuchni. Na zegarze była godzina 12:53.
- Zbierać się! Jedziemy! Mamo, telewizor zostaje. - krzyknęła Mary. Wszystkie zebraliśmy się przy wyjściu.
- Taksówka zaraz będzie. Brać torebki, Abi i do auta. - zarządziła moja rodzicielka. Zabrałam moją podręczną torbę, przywołałam suczkę i wzięłam ją na ręce. Jakimś cudem otworzyłam drzwi i wyszłam na świeże powietrze. Taksówka stała już na podjeździe. Wgramoliłam się do przodu, a Abi oddała Jessie, by schowała ją do klatki podróżnej..

~*~

          Mama miała racje, lecieliśmy około sześciu godzin, a ja byłam padnięta. Nienawidzę długich lotów. Było grubo po 19 jak już byliśmy w Miami. Mój dom, był tam całkiem inny. Wielki ogród, basen, mnóstwo przestrzeni. Marzyłam o takim domu. Mój pokój...jak marzenie. Białe drzwi wejściowe, prywatna łazienka i garderoba. Własne pianino, beżowe ściany, ogromne łóżko, z mnóstwem poduszek, wyjście na balkon i widok na zachodzące słońce. Na balkonie stała wiklinowa huśtawka, a na posiadłości moich sąsiadów z naprzeciwka paczka nastolatków grała w football. Jutro wieczorem idziemy się z nimi przywitać. Niedługo zaczynam nowy rok szkolny, mam już spis książek, które muszę kupić. Jestem ciekawa jak mnie przyjmą w Marino High School? Czy zdobędę przyjaciół? Przekonam się o tym.
        Ostatni raz spojrzałam na grupę nastolatków rzucających się na piłkę i odeszłam od okna. Otworzyłam jedną z walizek i wygrzebałam z niej czystą piżamę. Weszłam do łazienki i zrzuciłam z siebie dzisiejsze ubrania. Moja nowa łazienka...brzmi idealnie. Była przestronna, a zamiast prysznica stała tam wanna. Odkręciłam kurek i czekałam, aż 'wielka miska' zapełni się ciepłą wodą. Chciałam wsadzić całą nogę do wanny, ale gdy tylko czubek palca u stóp dotknął gorącej wody, przeszyło mnie ogromne ciepło i dreszcz.  Lekko dygnęłam i w końcu wsadziłam nogę do wody, a potem cała zanurzyłam się w ciepłej wodzie. Bawiłam się wodą, kręciłam kółka, robiłam fale i odprężałam się po długim locie.
     Moja skóra zaczęła się marszczyć, więc wyszłam z wody. Opatuliłam się białym ręcznikiem i zaczęłam wycierać mokre ciało. Powiesiłam ręcznik na metalowy haczyk i wcisnęłam się w różowe piżamy, włosy związałam w koka i wyszłam z pokoju czystości.
     Zgasiłam światło w pokoju i wślizgnęłam się pod kołdrę, czekając aż Morfeusz zabierze mnie do swojej krainy..

~*~

    Słońce przedarło się do mojego pokoju i bezczelnie mnie obudziło.Mruknęłam i leniwie przewróciłam się na drugi bok. Zaczęłam szukać telefonu. Zabrałam smartphone i włączyłam go. Jest już 10:00. Podniosłam się do pozycji siedzącej, podrapałam się po głowie i ziewnęłam. Zrzuciłam z siebie kołdrę i wstałam z łóżka. Wsunęłam na stopy kapcie i wyszłam z pokoju. Co jakąś chwilę ziewałam i drapałam się po głowie, bardziej tapirując moje włosy. Zbiegłam po schodach i wślizgnęłam się do kuchni, gdzie zastałam całą moją familiadę. Abi łasiła się do mojej mamy, aby ta dała jej choć plasterek szynki, Jessie zajadała płatki, a babcia popijała herbatę. Uśmiechnęłam się pod nosem i usiadłam na krzesełku. Ziewnęłam jeszcze parę razy.
- Mamo....
- Już robię ci te płatki. - wyprzedziła mnie. Skąd wiedziała? Może zbyt dobrze mnie zna? Po pięciu minutach, czekoladowe płatki były przed moim nosem. Sięgnęłam po łyżeczkę, wsadziłam ją do miski i zaczęłam się objadać. Po chwili płatki zniknęły.
- Ally...dzisiaj pojedziesz zrobić sobie zakupy do szkoły. Nie zawiozę cię, ale pojedziesz autobusem. - oznajmiła Mary.
- Okej. - nalałam sobie soku. Wypiłam go jednym chlustem i wróciłam do pokoju.
    Wślizgnęłam się do garderoby i z 'odsuwanej' szafy wygrzebałam czarną, luźną bluzkę, z napisem ,,He is only JOKE'', jeansowe spodenki z wysokim stanem i beżowe baleriny. Z całym ekwipunkiem udałam się do łazienki. Zrzuciłam z siebie piżamę i wlazłam do wanny. Raz dwa się odświeżyłam i wyszłam z wielkiej miski. Opatuliłam się ręcznikiem i wytarłam. Włożyłam bieliznę, a na to wcześniej wybrany zestaw. Buty ubiorę jak będę wychodzić. Zaczęłam rozczesywać moje skołtunione włosy, co zajęło mi trochę czasu. Związałam je w koński ogon, nałożyłam delikatny makijaż i wsunęłam na nogi baleriny. Wyszłam z pokoju czystości i z biurka zgarnęłam dużą, czarno - białą torbę z napisem ,,You are beautiful'' i nadrukowaną Merlin Monroe. Wsadziłam do niej, telefon, spis wszystkich podręczników, pieniądze i inne pierdoły. Wyszłam z mojego królestwa i zbiegłam po schodach na parter. Wyszłam z domu, mówiąc krótkie ,,Pa''. Przeszłam przez furtkę i ruszyłam na najbliższy przystanek. Miałam szczęście, bo żółty autobus pojawił się po chwili, lecz było jedno wolne miejsce obok blondwłosego chłopaka. Podeszłam do jego miejsca.
- Czy to miejsce jest wolne? Wszystkie są zajęte, czy mogę tu usiąść? - wskazałam na pusty fotel.....
♥♥♥♥♥
Hej!
Krótki, nudny i do bani! To moje stwierdzenie. Nie wyszedł mi jakoś. Ale trochę długi. Myślę, że się spodoba!
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

piątek, 9 maja 2014

Rozdział II

            W domu pojawiłam się w dość, krótkim czasie. Zdjęłam smycz z szyi Abi i wpuściłam ją do domu. Sama weszłam za nią.
- Jestem! - krzyknęłam od progu. Zdjęłam marynarkę i weszłam do kuchni. Idąc korytarzem, poczułam woń  pieczonego ciasta. Powoi weszłam do kuchni, wdychając zapach wypieków. W kuchni siedziały dwie najwspanialsze kobiety, które od zawsze są w moim życiu.
      Moja mama - Mary i babcia Alice. Od zawsze były w moim życiu. Pomagały mi i uczyły, one mnie wychowały. Tatę nie mogę w to wliczyć. Ciągle go nie był, ponieważ pracował w Los Angeles i musiał tam jeździć. Wracał co miesiąc, a ja coraz bardziej się od niego oddalałam. Nie rozmawialiśmy już tak często, a moja rodzicielka i George coraz więcej się kłócili. Mary podejrzewała ojca o zdradę, a on powiedział, że to przez moją babcię i właśnie wtedy na nią nakrzyczał. Całą noc płakałam, a na drugi dzień nie poszłam do szkoły. Miałam okropnego ojca. Nie przeżyłam tego, że odszedł, nie poszłam na pogrzeb. Czasami tylko myśl o nim, sprawiała mi przykrość.
- Co chciałaś? - zwróciłam się do rodzicielki. Mary uśmiechnęła się promiennie i zarzuciła swojego, grubego, czarnego warkocza za szyję.
- To jest niespodzianka. Jak Jessie i Abi zejdą to oznajmię wam wszystkich. - powiedziała tonem, nie znoszącym sprzeciwu.
Westchnęłam.
Obróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę drewnianych schodów. Wspięłam się po nich na górę i skierowałam nogi do pokoju mojej siostry. Zastukałam w białe drzwi. Usłyszałam szczekanie Abi i cichutkie 'proszę'. Weszłam do pomieszczenia.
Abi szalała. Pokój wyglądał jakby przeszło, tu tornado. Jessie będzie musiała się nasprzątać. Fioletowe drzwi były czymś umazane, a buty kleiły się do podłogi.
- Fuj.- wyszłam z jej pokoju.
- Co chcesz? - stanęła na wielkim, kolorowym łóżku.
- Mama, cię i Abi woła. Bierz ją i chodź. - powiedziałam i pośpiesznie ruszyłam w stronę schodów. Zbiegłam po nich i po chwili byłam w kuchni.  Jessie wlokła się za mną, niosąc w rękach Abi.
- Tak? - postawiła suczkę na płytkach i usiadła na krzesełku obok Alice. Wzięłam łyka soku, stojącego w szklance na stole i spojrzałam na Mary.
- Mam dla was niespodziankę. Jutro po południu wsiadamy w samolot i lecimy do Miami, już na stałe. - powiedziała powolnym tonem, oczekując na nasz wybuch radości. Szczęśliwa podniosłam się na równe nogi i uściskałam rodzicielkę.
- Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! - cieszyłam się.
- Ally..dusisz. - wydusiła Mary. Odkleiłam się od niej.
- Spakuję się. - uradowana szybko, znalazłam się w moim pokoju. Z różnych miejsc powyciągałam walizki i zaczęłam wkładać wszystkie moje ubrania. Zapełniłam trzy walizki. Zostały mi tylko najcenniejsze rzeczy z mojego pokoju. Z szafki wyciągnęłam karton i zaczęłam pakować wszystkie zdjęcia, pamiątki i to co się dla mnie liczyło. Wszystkie albumy, zdjęcia z dzieciństwa, nawet zdjęcia z moim tatą. Był dla mnie okropny, ale to w końcu mój tata. Zapełniłam trzy dość duże kartony, i wszystkie bagaże ustawiłam w kącie. Zmęczona padłam na łóżko. Nie mogłam zasnąć. Jest zbyt wcześnie. Na pewno nie pójdę spać o 18:00. Za wcześnie. Podniosłam się z łóżka i leniwie wyszłam z pokoju. Zeszłam po schodach na dół i znalazłam się w salonie. Klapnęłam na kanapę i włączyłam telewizję. Przeskakiwałam po kanałach. Wszędzie jakieś telenowele, durne seriale i nagie dziewczyny w teledyskach. Już nie mają czego wymyślić! Wyłączyłam pudełko i wyszłam z pomieszczenia. Zabrałam marynarkę i pośpiesznie wyszłam na dwór. Przeszłam przez furtkę i ruszyłam w stronę parku. Zielony skwerek był niedaleko ode mnie, więc niedługo po moim wyjściu znalazłam się tam. 
    Szczerze to boję się przeprowadzić do Miami. Mam jedną małą nadzieję...chciałabym tam kogoś spotkać. Nagle poczułam, jak na kogoś wpadam. 
- Austin...jutro będę w Miami. Siedź tam z Dez'em. Ciocia czuje się dobrze. - blond włosa dziewczyna mówiła do telefonu.
- Przepraszam. - odezwałam się.
- Nic się nie stało. To ja się zagadałam z bratem przez telefon. - pokręciła głową i schowała aparat do torebki.
- Jeszcze raz przepraszam. - uśmiechnęłam się. - Jestem Ally. - wyciągnęłam rękę ku blondynce.
- A ja Cassidy. - uścisnęła ją. Wymieniłyśmy się numerami. Nie wiem, czy się to opłacało, skoro ona mieszka tutaj, a ja będę mieszkać w Miami. Cassidy wydaje się być miła, ale nie będę rozwijać tej znajomości, aby potem tracić kontakt z nią.
    W domu byłam przed dziewiętnastą i akurat trafiłam na kolację. Ze smakiem zjadłam zapiekankę, zrobioną przez Alice. Potem poszłam się wykąpać i zasnęłam, w oczekiwaniu na jutrzejszy dzień..

~*~

    Następnego dnia, obudziłam się w pełni gotowa do życia. Cieszyłam się ogromnie na ten wyjazd. Przeprowadzę się w końcu do innego miasta, zacznę nowe życie. Marzę, o poznaniu nowych ludzi. Chcę mieć przyjaciół. To jedyny warunek, jaki stawiam dla Miami. No to czas zacząć nowe życie...
♥♥♥♥
Hej!
Tak wiem! Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Ale w następnym rozdziale coś się stanie, a potem będzie się działo. Co myślicie? Rozdział mi nie wyszedł. Powiem tak..nawet nie ujdzie. Piszę okropnie. 
Muszę to zmienić. 
Ostatnio, mam mało weny, więc rozdziału szybko nie będzie. Jak się pojawi, to będzie długi. Mam już go całego zaplanowanego, ale nie wiem jak zacząć. Ostatnio zaczęłam się odchudzać, dzięki X-boksie. Pomaga. Schudłam trzy kilo. No, co ja wam tu będę biadolić o mnie!
KOMENTUJESZ=OBSERWUJESZ=MOTYWUJESZ

wtorek, 6 maja 2014

Rozdział I

                       W Nowym Orleanie lało. Ludzie uciekali do domów, a jazzowi muzycy już nie grali na ulicach. Nigdy nie było tu tak ponuro. Ludzie byli zawsze uśmiechnięci. Tylko ja nie cieszyłam się, że mieszkam w stolicy jazzu, gdzie urodził się sam Louis Amstrong. Nigdy nie chciałam mieszkać w Nowym Orleanie. Nienawidziłam tego miejsca. W szkole, wyzywali mnie i obrażali. Czasami nawet obrzucali kamieniami. Mam tego dość. Nie chcę tu mieszkać.
                     Znów spojrzałam na widok za oknem. Ciągle pada. Abi mnie zamęczy, jak nie pójdziemy na ten spacer.
- Idź do Jessie. Pobawicie się. -  spojrzałam na suczkę. Merdała wesoło ogonkiem, mimo ulewy. Na sam jej widok uśmiech wkradł mi się na twarz. Pogłaskałam ją i podniosłam się z parapetu. Podeszłam do dębowych drzwi i otworzyłam je na oścież. Abi wybiegła z mojego pokoju, a ja zamknęłam za nią drzwi. Padłam na łóżko. Wolę opuścić ten dom, to miasto.
- Ally - zawołała babcia z dołu. Westchnęłam i opuściłam mój pokój. Minęłam drzwi do pokoju mojej siostry i zbiegłam po drewnianych schodach. Wślizgnęłam się do kuchni i uśmiechnęłam się na widok Alice. Kobieta stała przy blacie i szykowała obiad. Pewnie będzie smakowity.
- Co chciałaś babciu? - spytałam. Kobieta uśmiechnęła się promiennie i zaprzestała kroić marchew.
- Twoja mama będzie dzisiaj później, ale ma dla ciebie niespodziankę. - powiedziała. Jej twarzy była spokojna i wyrażała cierpliwość.
          Kiedyś mój tato na nią nakrzyczał, a ona nawet się nie zasmuciła. Parę tygodni potem okazało się, że mój ojciec zdradza moją rodzicielkę. Nienawidziłam go. Potem zginął w  wypadku, który spowodowała ta jego dziunia. Niech się smaży w piekle.
- A co będzie na obiad? - spytałam siadając na krześle.
- Zrobię Strogonowa. - uśmiechnęła.
- No to co mam robić. - podniosłam się na równe nogi i stanęłam obok Alice.
- Pokrój mięsko. - uśmiechnęła się i podała mi nóż. Posłusznie wykonałam polecenie.

~*~

     Obiad wyszedł wyśmienicie. Jessie chciała coraz więcej i więcej. Mama nie wróciła jeszcze z pracy. Trochę mi szkoda, ale zje jak wróci.
       Strasznie źle się czuję. Nie mam przyjaciół więc  nie mam co robić. Przestało padać, ale i tak nie mam co robić. Chyba się przejdę. Tylko nie pójdę w dresach. Przebiorę się i pójdę. Wróciłam do swojego pokoju i otworzyłam szafę na oścież. Wygrzebałam z niej jasno-fioletowe spodnie, białą koszulkę w szare paski, łososiową marynarkę, tego samego koloru baleriny i białą torebkę. Z całym tym ekwipunkiem udałam się do łazienki. Zrzuciłam z siebie szare dresy. Na bieliznę założyłam wcześniej wybrany zestaw. Przeczesałam włosy i wcisnęłam na stopy baleriny. Wyszłam z łazienki i wślizgnęłam się do mojego pokoju. Do torebki wsadziłam telefon, portfel i inne takie bzdety. Wyszłam z pokoju i po schodach zbiegłam na dół. Wyszłam z domu rzucając tylko krótkie ,,Wychodzę'' i wyszłam z domu. Na podwórku Abi biegała wokół krzaczków. Kucnęłam i klapnęłam się w kolano. Suczka odwróciła się do mnie i podbiegła. Wyciągnęłam smycz i obwiązałam dookoła jej szyi. Zaszczekała. Mocno złapałam smycz. Razem wyszłyśmy poza teren mojego podwórka i ruszyłyśmy w stronę parku. Nowy Orlean znów tętnił życiem. Młodzi muzycy stojący na chodniku uśmiechali się do mnie, a Abi posyłała im spojrzenie ,,Odczepcie się od Ally.'' Miło, że tak o mnie dba, ale chłopak by mi się przydał. Suczka cały czas obwąchiwała drzewka, ziemię i ludzi. Ciągnęła mnie z ogromna siłą, mimo, że za duża nie była. Jej czarne oczka, świdrowały po całym parku. Spacer trwał, a ja musiałam unikać kałuż, wyrastających mi pod nogami. Jednak Abi nie dawała za wygraną i ciągnęła mnie we wszystkie strony. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Piosenka Bruno Marsa zabrzmiała, a ja wygrzebałam go z torebki. Odebrałam. W słuchawce usłyszałam głos mamy.
- Ally! Wracaj do domu, mam dla ciebie niespodziankę......
☺☺☺☺
Hej! Jest mój pierwszy rozdział! Co myślicie? Na razie mało się dzieje, chociaż potem pojawi się Austin i reszta. No to tyle!
Do napisania!