Podeszłam do szafy i wygrzebałam z niej żółtą bluzkę, jeansy i czarne trampki. Z całym tym ekwipunkiem udałam się do łazienki. Zrzuciłam z siebie różowe piżamy i wlazłam pod prysznic. Dokładnie się umyłam i wyszłam z kabiny. Otuliłam się ręcznikiem i wytarłam. Nałożyłam bieliznę, potem ubrania i buty. Włosy rozczesałam i związałam w wysokiego kucyka, zrobiłam lekki makijaż i gotowa wyszłam z łazienki.
- Ally znoś bagaże. - usłyszałam wołanie mamy. Otworzyłam drzwi i złapałam dwie pierwsze walizki. Zatargałam je na dół, a potem wszystkie moje bagaże po kolei pakowałam do wielkiej ciężarówki.
- One już wylecą i będą czekały w naszym domu. My za dwie godziny wylatujemy. Zrób zakupy na lot, bo będziemy lecieć z sześć godzin. - powiedziała Mary i zamknęła frontowe drzwi. Uśmiechnęłam się i wróciłam do mojego pokoju. Z półki zabrałam portfel i sprawdziłam, czy są w nim jakieś pieniądze. W środku było około sześćdziesięciu dolarów. Wyciągnęłam małą torebeczkę i spakowałam do niej telefon, portfel i inne pierdoły. Wyszłam z pokoju, zbiegłam po schodach i wyszłam z domu. Ruszyłam w stronę spożywczego. Po piętnastu minutach wybierałam już produkty, które mam zamiar zjeść, w większości były to słodkości. Zapłaciłam 52 dolary i wyszłam ze małego spożywczaka.
Cała obładowana udałam się do domu. Drzwi do mojego pokoju otworzyłam kopniakiem, a siatki z zakupami położyłam na ziemi. W kącie zauważyłam pusta torbę podręczną. Wpakowałam do niej, wszystko czego chcę używać w samolocie. Gdy czerwono - czarna torba była pełna, przerzuciłam ją przez ramię i wyszłam z pokoju. Szybko zbiegłam po schodach i znalazłam się na korytarzu. Torbę postawiłam w kącie i weszłam do salonu. Klapnęłam na kanapę, obok babci wpatrującej się w kolorowy ekran. Leciała jakaś durna telenowela, które Alice uwielbia oglądać.
- Babciu, o co chodzi w tym durnym filmie? Powiedz, że to nie jest moda na sukces. - powiedziałam błagalnym tonem, wbijając wzrok w biały sufi, a potem z ukosa spoglądając na babcię. Uśmiechnęła się promiennie po czym odezwała się.
- To jest Moda na sukces. Pewnie wiesz o co chodzi.
Zamknęłam oczy,a by nie widzieć tego beznadziejnego serialu. Chyba był maraton, bo co chwila słyszałam czołówkę. Postanowiłam, że dam babci oglądać to w spokoju. Wstałam z kanapy i wślizgnęłam się do kuchni. Na zegarze była godzina 12:53.
- Zbierać się! Jedziemy! Mamo, telewizor zostaje. - krzyknęła Mary. Wszystkie zebraliśmy się przy wyjściu.
- Taksówka zaraz będzie. Brać torebki, Abi i do auta. - zarządziła moja rodzicielka. Zabrałam moją podręczną torbę, przywołałam suczkę i wzięłam ją na ręce. Jakimś cudem otworzyłam drzwi i wyszłam na świeże powietrze. Taksówka stała już na podjeździe. Wgramoliłam się do przodu, a Abi oddała Jessie, by schowała ją do klatki podróżnej..
~*~
Mama miała racje, lecieliśmy około sześciu godzin, a ja byłam padnięta. Nienawidzę długich lotów. Było grubo po 19 jak już byliśmy w Miami. Mój dom, był tam całkiem inny. Wielki ogród, basen, mnóstwo przestrzeni. Marzyłam o takim domu. Mój pokój...jak marzenie. Białe drzwi wejściowe, prywatna łazienka i garderoba. Własne pianino, beżowe ściany, ogromne łóżko, z mnóstwem poduszek, wyjście na balkon i widok na zachodzące słońce. Na balkonie stała wiklinowa huśtawka, a na posiadłości moich sąsiadów z naprzeciwka paczka nastolatków grała w football. Jutro wieczorem idziemy się z nimi przywitać. Niedługo zaczynam nowy rok szkolny, mam już spis książek, które muszę kupić. Jestem ciekawa jak mnie przyjmą w Marino High School? Czy zdobędę przyjaciół? Przekonam się o tym.
Ostatni raz spojrzałam na grupę nastolatków rzucających się na piłkę i odeszłam od okna. Otworzyłam jedną z walizek i wygrzebałam z niej czystą piżamę. Weszłam do łazienki i zrzuciłam z siebie dzisiejsze ubrania. Moja nowa łazienka...brzmi idealnie. Była przestronna, a zamiast prysznica stała tam wanna. Odkręciłam kurek i czekałam, aż 'wielka miska' zapełni się ciepłą wodą. Chciałam wsadzić całą nogę do wanny, ale gdy tylko czubek palca u stóp dotknął gorącej wody, przeszyło mnie ogromne ciepło i dreszcz. Lekko dygnęłam i w końcu wsadziłam nogę do wody, a potem cała zanurzyłam się w ciepłej wodzie. Bawiłam się wodą, kręciłam kółka, robiłam fale i odprężałam się po długim locie.
Moja skóra zaczęła się marszczyć, więc wyszłam z wody. Opatuliłam się białym ręcznikiem i zaczęłam wycierać mokre ciało. Powiesiłam ręcznik na metalowy haczyk i wcisnęłam się w różowe piżamy, włosy związałam w koka i wyszłam z pokoju czystości.
Zgasiłam światło w pokoju i wślizgnęłam się pod kołdrę, czekając aż Morfeusz zabierze mnie do swojej krainy..
~*~
Słońce przedarło się do mojego pokoju i bezczelnie mnie obudziło.Mruknęłam i leniwie przewróciłam się na drugi bok. Zaczęłam szukać telefonu. Zabrałam smartphone i włączyłam go. Jest już 10:00. Podniosłam się do pozycji siedzącej, podrapałam się po głowie i ziewnęłam. Zrzuciłam z siebie kołdrę i wstałam z łóżka. Wsunęłam na stopy kapcie i wyszłam z pokoju. Co jakąś chwilę ziewałam i drapałam się po głowie, bardziej tapirując moje włosy. Zbiegłam po schodach i wślizgnęłam się do kuchni, gdzie zastałam całą moją familiadę. Abi łasiła się do mojej mamy, aby ta dała jej choć plasterek szynki, Jessie zajadała płatki, a babcia popijała herbatę. Uśmiechnęłam się pod nosem i usiadłam na krzesełku. Ziewnęłam jeszcze parę razy.
- Mamo....
- Już robię ci te płatki. - wyprzedziła mnie. Skąd wiedziała? Może zbyt dobrze mnie zna? Po pięciu minutach, czekoladowe płatki były przed moim nosem. Sięgnęłam po łyżeczkę, wsadziłam ją do miski i zaczęłam się objadać. Po chwili płatki zniknęły.
- Ally...dzisiaj pojedziesz zrobić sobie zakupy do szkoły. Nie zawiozę cię, ale pojedziesz autobusem. - oznajmiła Mary.
- Okej. - nalałam sobie soku. Wypiłam go jednym chlustem i wróciłam do pokoju.
Wślizgnęłam się do garderoby i z 'odsuwanej' szafy wygrzebałam czarną, luźną bluzkę, z napisem ,,He is only JOKE'', jeansowe spodenki z wysokim stanem i beżowe baleriny. Z całym ekwipunkiem udałam się do łazienki. Zrzuciłam z siebie piżamę i wlazłam do wanny. Raz dwa się odświeżyłam i wyszłam z wielkiej miski. Opatuliłam się ręcznikiem i wytarłam. Włożyłam bieliznę, a na to wcześniej wybrany zestaw. Buty ubiorę jak będę wychodzić. Zaczęłam rozczesywać moje skołtunione włosy, co zajęło mi trochę czasu. Związałam je w koński ogon, nałożyłam delikatny makijaż i wsunęłam na nogi baleriny. Wyszłam z pokoju czystości i z biurka zgarnęłam dużą, czarno - białą torbę z napisem ,,You are beautiful'' i nadrukowaną Merlin Monroe. Wsadziłam do niej, telefon, spis wszystkich podręczników, pieniądze i inne pierdoły. Wyszłam z mojego królestwa i zbiegłam po schodach na parter. Wyszłam z domu, mówiąc krótkie ,,Pa''. Przeszłam przez furtkę i ruszyłam na najbliższy przystanek. Miałam szczęście, bo żółty autobus pojawił się po chwili, lecz było jedno wolne miejsce obok blondwłosego chłopaka. Podeszłam do jego miejsca.
- Czy to miejsce jest wolne? Wszystkie są zajęte, czy mogę tu usiąść? - wskazałam na pusty fotel.....
♥♥♥♥♥
Hej!
Krótki, nudny i do bani! To moje stwierdzenie. Nie wyszedł mi jakoś. Ale trochę długi. Myślę, że się spodoba!
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

W tym momencie?
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział
Nie jest do bani, jest wręcz cudowny.
OdpowiedzUsuńCzekam na next!
Rozdział jest Wspaniały! Wspaniały przez wielkie W!
OdpowiedzUsuńNie mów, że rozdział jest do bani, bo twój talent
(którego oczywiście ogromnie zazdroszczę, bo piszesz cudnie)
Na to nie zasługuje! Każdy twój rozdział jest świetny!
Nie zależnie od tego czy długi czy krótki =)
Z niecierpliwością czekam na next!
Twoja wierna fanka - Melissa