piątek, 9 maja 2014

Rozdział II

            W domu pojawiłam się w dość, krótkim czasie. Zdjęłam smycz z szyi Abi i wpuściłam ją do domu. Sama weszłam za nią.
- Jestem! - krzyknęłam od progu. Zdjęłam marynarkę i weszłam do kuchni. Idąc korytarzem, poczułam woń  pieczonego ciasta. Powoi weszłam do kuchni, wdychając zapach wypieków. W kuchni siedziały dwie najwspanialsze kobiety, które od zawsze są w moim życiu.
      Moja mama - Mary i babcia Alice. Od zawsze były w moim życiu. Pomagały mi i uczyły, one mnie wychowały. Tatę nie mogę w to wliczyć. Ciągle go nie był, ponieważ pracował w Los Angeles i musiał tam jeździć. Wracał co miesiąc, a ja coraz bardziej się od niego oddalałam. Nie rozmawialiśmy już tak często, a moja rodzicielka i George coraz więcej się kłócili. Mary podejrzewała ojca o zdradę, a on powiedział, że to przez moją babcię i właśnie wtedy na nią nakrzyczał. Całą noc płakałam, a na drugi dzień nie poszłam do szkoły. Miałam okropnego ojca. Nie przeżyłam tego, że odszedł, nie poszłam na pogrzeb. Czasami tylko myśl o nim, sprawiała mi przykrość.
- Co chciałaś? - zwróciłam się do rodzicielki. Mary uśmiechnęła się promiennie i zarzuciła swojego, grubego, czarnego warkocza za szyję.
- To jest niespodzianka. Jak Jessie i Abi zejdą to oznajmię wam wszystkich. - powiedziała tonem, nie znoszącym sprzeciwu.
Westchnęłam.
Obróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę drewnianych schodów. Wspięłam się po nich na górę i skierowałam nogi do pokoju mojej siostry. Zastukałam w białe drzwi. Usłyszałam szczekanie Abi i cichutkie 'proszę'. Weszłam do pomieszczenia.
Abi szalała. Pokój wyglądał jakby przeszło, tu tornado. Jessie będzie musiała się nasprzątać. Fioletowe drzwi były czymś umazane, a buty kleiły się do podłogi.
- Fuj.- wyszłam z jej pokoju.
- Co chcesz? - stanęła na wielkim, kolorowym łóżku.
- Mama, cię i Abi woła. Bierz ją i chodź. - powiedziałam i pośpiesznie ruszyłam w stronę schodów. Zbiegłam po nich i po chwili byłam w kuchni.  Jessie wlokła się za mną, niosąc w rękach Abi.
- Tak? - postawiła suczkę na płytkach i usiadła na krzesełku obok Alice. Wzięłam łyka soku, stojącego w szklance na stole i spojrzałam na Mary.
- Mam dla was niespodziankę. Jutro po południu wsiadamy w samolot i lecimy do Miami, już na stałe. - powiedziała powolnym tonem, oczekując na nasz wybuch radości. Szczęśliwa podniosłam się na równe nogi i uściskałam rodzicielkę.
- Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! - cieszyłam się.
- Ally..dusisz. - wydusiła Mary. Odkleiłam się od niej.
- Spakuję się. - uradowana szybko, znalazłam się w moim pokoju. Z różnych miejsc powyciągałam walizki i zaczęłam wkładać wszystkie moje ubrania. Zapełniłam trzy walizki. Zostały mi tylko najcenniejsze rzeczy z mojego pokoju. Z szafki wyciągnęłam karton i zaczęłam pakować wszystkie zdjęcia, pamiątki i to co się dla mnie liczyło. Wszystkie albumy, zdjęcia z dzieciństwa, nawet zdjęcia z moim tatą. Był dla mnie okropny, ale to w końcu mój tata. Zapełniłam trzy dość duże kartony, i wszystkie bagaże ustawiłam w kącie. Zmęczona padłam na łóżko. Nie mogłam zasnąć. Jest zbyt wcześnie. Na pewno nie pójdę spać o 18:00. Za wcześnie. Podniosłam się z łóżka i leniwie wyszłam z pokoju. Zeszłam po schodach na dół i znalazłam się w salonie. Klapnęłam na kanapę i włączyłam telewizję. Przeskakiwałam po kanałach. Wszędzie jakieś telenowele, durne seriale i nagie dziewczyny w teledyskach. Już nie mają czego wymyślić! Wyłączyłam pudełko i wyszłam z pomieszczenia. Zabrałam marynarkę i pośpiesznie wyszłam na dwór. Przeszłam przez furtkę i ruszyłam w stronę parku. Zielony skwerek był niedaleko ode mnie, więc niedługo po moim wyjściu znalazłam się tam. 
    Szczerze to boję się przeprowadzić do Miami. Mam jedną małą nadzieję...chciałabym tam kogoś spotkać. Nagle poczułam, jak na kogoś wpadam. 
- Austin...jutro będę w Miami. Siedź tam z Dez'em. Ciocia czuje się dobrze. - blond włosa dziewczyna mówiła do telefonu.
- Przepraszam. - odezwałam się.
- Nic się nie stało. To ja się zagadałam z bratem przez telefon. - pokręciła głową i schowała aparat do torebki.
- Jeszcze raz przepraszam. - uśmiechnęłam się. - Jestem Ally. - wyciągnęłam rękę ku blondynce.
- A ja Cassidy. - uścisnęła ją. Wymieniłyśmy się numerami. Nie wiem, czy się to opłacało, skoro ona mieszka tutaj, a ja będę mieszkać w Miami. Cassidy wydaje się być miła, ale nie będę rozwijać tej znajomości, aby potem tracić kontakt z nią.
    W domu byłam przed dziewiętnastą i akurat trafiłam na kolację. Ze smakiem zjadłam zapiekankę, zrobioną przez Alice. Potem poszłam się wykąpać i zasnęłam, w oczekiwaniu na jutrzejszy dzień..

~*~

    Następnego dnia, obudziłam się w pełni gotowa do życia. Cieszyłam się ogromnie na ten wyjazd. Przeprowadzę się w końcu do innego miasta, zacznę nowe życie. Marzę, o poznaniu nowych ludzi. Chcę mieć przyjaciół. To jedyny warunek, jaki stawiam dla Miami. No to czas zacząć nowe życie...
♥♥♥♥
Hej!
Tak wiem! Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Ale w następnym rozdziale coś się stanie, a potem będzie się działo. Co myślicie? Rozdział mi nie wyszedł. Powiem tak..nawet nie ujdzie. Piszę okropnie. 
Muszę to zmienić. 
Ostatnio, mam mało weny, więc rozdziału szybko nie będzie. Jak się pojawi, to będzie długi. Mam już go całego zaplanowanego, ale nie wiem jak zacząć. Ostatnio zaczęłam się odchudzać, dzięki X-boksie. Pomaga. Schudłam trzy kilo. No, co ja wam tu będę biadolić o mnie!
KOMENTUJESZ=OBSERWUJESZ=MOTYWUJESZ

1 komentarz: